12 minut strachu

Podjąłem kolejną próbę wyturlania się. Tym razem się udało! Obróciłem się na bok, na plecy, już leżąc na lodzie… w tym momencie lód pode mną trzasnął i z powrotem wylądowałem w wodzie. To był moment, kiedy zanurzyłem się z głową, ale bez żadnego impetu, więc nie było mowy o tym, aby wpaść znowu pod lód, całe szczęście. Podjąłem jeszcze kilka prób wyturlania się, ale żadna nie skończyła się powodzeniem. Ot, w momencie podciągania się, lód się kruszył i tyle.

Zdjęcie poglądowe: Michael Fenton z Unsplash

Co z innymi metodami? Znałem ich kilka, jednak każda z nich wymagała podjęcia jeszcze większego wysiłku, jeszcze większego wydatku energetycznego. Ale minuty mijały a człowiek w wodzie o temperaturze 4 stopni jest w stanie przeżyć godzinę. Gdyby nie to, że pomoc była w drodze, spróbowałbym. Ale wiedząc, że jadą służby ratunkowe, nie chciałem ponosić tego wydatku energetycznego, potrzebowałem energii na ogrzewanie się.

Kiedy organizm popada w hipotermię, „wyłącza” a w zasadzie znacząco zmniejsza krążenie krwi w najmniej potrzebnych elementach ciała, zaczynając od kończyn. W związku z tym, skupiłem się na ciągłym poruszaniu nogami i palcami w butach. Cudem mi te buty nie spadły. Od czasu do czasu próbowałem kruszyć lód, posuwać się, choćby nieznacznie, w kierunku brzegu. I sprawdzałem, czy nie sięgnę dna, ale to się nie udało.

Zdjęcie poglądowe: Kamyq z Pixabay

W międzyczasie, na brzegu, przy drodze, zbierało się coraz więcej ludzi. Trzech Panów podjęło próbę pomocy. Jeden rzucił linkę holowniczą, ale okazała się o wiele za krótka. Spróbowali połączyć dwie linki holownicze i kable do rozruchu akumulatora. Bardzo doceniam ich próby i wysiłki, naprawdę – jesteście wielcy, bardzo Wam dziękuję. Choć siedząc w tej przerębli, starałem się raczej ich przekonać, aby nie podchodzili za blisko. Wystarczy, że sam tam siedzę, jakoś nie brakowało mi towarzystwa.

GrubasFit na Instagramie i na Facebooku